Wczoraj rano ogromnie się zdenerwowałem, gdy zobaczyłem, że jakiś kierowca od siedmiu boleści zarysował mi bok mojego samochodu! Jak gdyby nigdy nic wstałem sobie rano, tuż przed 7.00, by na czas wyszykować się do pracy i dojechać do firmy na 8.00. Wyszedłem z domu około 7.30 i natychmiast udałem się do auta. Zanim na dobre podszedłem do samochodu już widziałem, że coś jest z nim nie tak, bo lusterko zamiast trzymać się boku auta, jakoś smętnie zwisało na dole. Gdy oprócz popsutego lusterka zobaczyłem wgniecenia i zarysowania na drzwiach od strony kierowcy, myślałem, że mnie krew zaleje i zaraz sam dokończę dzieła zniszczenia swojego samochodu. Od razu sięgnąłem za telefon i zadzwoniłem na policję, która przyjechała spisać moje zeznania. Niestety nie miałem żadnych danych sprawcy, więc sprawa była z góry przegrana. Stracę zniżki na ubezpieczenie przez czyjąś głupotę.

Zanim policja zdążyła odjechać na komisariat, do mojego auta podeszła pani Czajkowska, moja sąsiadka z dołu. Powiedziała, że widziała kto mi porysował samochód i nawet spisała tablice rejestracyjne. Już wczoraj wieczorem przyszłaby mi powiedzieć co się stało, ale nie wiedziała czyj jest zarysowany samochód. W tamtej chwili zapomniałem pani Czajkowskiej wszystkie jej przewiny i denerwujące zwyczaje. Nienawidziłem jej wścibstwa i wtykania nos w nie swoje sprawy, jednak akurat w tamtej chwili miałem ochotę wyściskać ją i wycałować. Okazało się, że sprawcą kolizji był młodszy księgowy Rzeszów, młody chłopak z bloku obok. Ale się chłopak zdziwił, gdy dowiedział się, że ktoś go widział na miejscu zdarzenia!

Napisz komentarz