Ci najmłodsi i najmniej znaczący w firmie zawsze mają najgorzej. Jest to ogólna prawda, która rządzi ogólnym światem zatrudnienia i nikt nie powie, że jest inaczej. Ci najmłodsi, zanim awansują w hierarchii zakładowej lub ktoś zwyczajnie nie znudzi się nimi wysługiwać mają naprawdę ciężki los nie zawsze lepszy od chłopca na posyłki czy mini-służącej. Wiem co mówię, bo przez kilka długich miesięcy pracowałam jako młodsza księgowa Płock i tego czasu naprawdę nie wspominam zbyt dobrze. Wszystko zmieniło się dopiero z chwilą, gdy do biura, do pomocy, przyszła nowa asystentka. Wtedy na szczęście zostałam zwolniona  z wszystkich durnych obowiązków, bo księgowe z działu finansów i rozliczeń swoje zainteresowanie skierowały w kierunku tej nowej. Współczułam Ance, ale jednocześnie bardzo się cieszyłam, że wreszcie przestałam być osobą od wszystkiego i mogę zająć się tym, czym powinnam, czyli nauką księgowości.

Nie wiem skąd bierze się ogólna tendencja do wykorzystywania najmłodszych pracowników firmy. Jestem przekonana, że gdyby zamiast mnie pojawiła się jakaś kobieta po 50 roku życia, to księgowe na pewno nie wysługiwałyby się nią tak bardzo jak mną. To właśnie wiek, a raczej jego różnica, jest przyczyną tak różnego traktowania swoich podwładnych. Teraz pracuje mi się wzorowo, bo rzadko kiedy ktoś odrywa mnie od pracy i każe mi zrobić coś dodatkowego. W końcu jestem młodszą księgową z prawdziwego zdarzenia.

Napisz komentarz