Praca w księgowości jest na tyle monotonna i odpowiedzialna, że aby nie oszaleć musiałem dla niej znaleźć jakąś przeciwwagę w życiu prywatnym. Nie da się przecież całymi dniami ślęczeć nad cyferkami, a po powrocie do domu położyć na kanapie i nic nie robić. Przy takim trybie życia człowiek szybko by opadł z sił i popadł w jakąś depresję, a ja depresji na pewno nie zamierzam mieć. Niezbyt długo zajęło mi wynalezienie sobie jakiegoś zajęcia, któremu mógłbym poświęcać się wieczorami. Pewnie to niezbyt męskie, ale od zawsze lubiłem pichcić, gotować, piec i przygotowywać różnego rodzaju potrawy, dlatego każdego wieczoru zaszywam się w swojej niewielkiej kuchni i przygotowuję sobie jakieś pyszne danie na wieczór i do pracy na następny dzień. Moja narzeczona się śmieje, że robi się ze mnie drugi Okrasa, jednak niezbyt przejmuję się jej docinkami. Lubię dobrze zjeść, gotować też lubię, więc dlaczego nie mam spróbować swoich sił właśnie w kuchni.

Mój talent kulinarny nie jest już tajemnicą, bo dość szybko po pracy rozeszło się, że młodszy księgowy Gorzów Wielkopolski codziennie do pracy przynosi jakieś pyszności. Od czasu do czasu zdarza mi się nawet upiec jakieś ciasto czy ciasteczka, które zanoszę do firmy i dzielę się z kolegami i koleżankami z działu. Obiadami nigdy się nie dzielę, bo przecież nie o to chodzi, by każdemu dawać spróbować tego, co akurat mam do zjedzenia. Wystarczy, że sobie popatrzą i pozachwycają się trochę nad moją kuchnią. Narzeczona zasugerowała mi ostatnio, żebym zastanowił się nad założeniem własnego bloga kulinarnego, który mógłbym nazwać „Kulinaria Księgowego”. Sam nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale może warto spróbować?

Napisz komentarz